Ja Trójboista – czyli historia wszystkich moich startów w zawodach Trójboju Siłowego


Kilka lat temu, wraz z rozpoczęciem studiów na AGH’u, szukałem miejsca w którym mógłbym sobie zwyczajnie poćwiczyć na siłowni.
Od 16 do 18/19 roku życia, mój trening na siłowni mógłbym nazwać jedynie „ćwiczeniem”.


 

Zaczęło się od sekcji na AGH’u

W momencie rozpoczęcia studiów zapisałem się na sekcję trójboju siłowego, przy wcześniej wspomnianej uczelni. Uczestnictwo w sekcji było całkowicie darmowe, a dodatkowo zwalniało z zajęć WF – i (chyba) właśnie te dwa czynniki przeważyły o tym, że postawiłem pierwszy krok w świecie trójboju.

W 2012 roku Akademicki Związek sportowy (AZS), idąc śladami Międzynarodowej Federacji (IPF) zniósł „sprzęt” na Akademickich Mistrzostwach Polski (AMPy). Wówczas, chłopaki z sekcji przywieźli z Poznania grono medali – byli jednymi z najlepszych zawodników tamtych zawodów.  Dlatego chciałem spróbować sił w tym sporcie i dodatkowo wspomóc kolegów w zdobywaniu kolejnych medali.

Wracając do sekcji… nie było tam trenera trójboju, był jedynie „opiekun”. Nikt nie sprawował nadzoru nad planem treningowym, techniką ćwiczeń czy kwestiami indywidualnymi. Każdy działał sobie sam – tak jak potrafił.

 

Pierwszy start w AMP’ach (2013)

Dlatego też w 2013 roku pierwszy raz wystartowałem na AMP’ach (Akademickie Mistrzostwa Polski). Start w moich odczuciach był średni i liczyłem na parę kilo więcej w totalu.

Dziś pamiętam tylko przebłyski z tego startu. Emocji czy strachu nie było. Raczej potraktowałem to jako zwyczajne, mało znaczące zawody. Przygotowania opierały się zwykle na dwóch treningach, sporadycznych przysiadach i na planie opartym na pseudo kulturystycznych założeniach, wyczytanych na forach.

 

 

Rok 2014 był już nieco inny

„Wkręcony” w trójbój zacząłem już regularnie trenować. Wykupiłem karnet na inną siłownie, gdzie mogłem bez przeszkód wykonywać trening 3-4 razy w tygodniu. Częstsze, regularne i bardziej ambitne treningi pozwoliły mi znacznie podkręcić swoje wyniki. Jednak, tutaj nadal królowało podejście: trójbój + pseudo kulturystka.

Przez ten rok (i ubiegły), nadal nie dbałem o technikę, nie rozumiałem istoty ćwiczeń. Robiłem boje i ćwiczenia bez chwili zastanowienia nad tym jak je wykonać. Jednak te zawody pamiętam już lepiej. Do startu podszedłem zdecydowanie bardziej ambitnie, z dość dużą porcją emocji podczas kolejnych podejść. Chyba zaliczyłem ich wtedy 8/9.  Byłem bardzo zadowolony pod koniec dnia.

 

Mocny start i stypendium (2015)

Okres pomiędzy startem w 2014/2015 roku mocno przepracowałem. Same przygotowania były na pierwszym miejscu w moim życiu. Nawet uczelnia miała mniejszy priorytet i wagę. A podejście do treningu… raczej nic się nie zmieniło, ciągle te same ćwiczenia, ten sam plan, brak poprawy techniki – ale za to można powiedzieć, że zostawiałem na treningach cząstkę siebie – nadrabiałem braki we wszystkim swoją ambicją i ciężką pracą.

Na podeście poprawiłem rekord w przysiadzie o 40 kg, w wyciskaniu – o 30 kg, a w martwym ciągu o 15 kg – ogromny progres. Za tą pracę i poświęcenie dostałem stypendium, które przeznaczyłem na dalszy rozwój, lecz ten “sukces” miał również drugą stronę medalu…

 

Zacząłem szukać pomocy (2016)

… bo, kiedy rozpocząłem standardowe przygotowania do startu w 2016 roku, zaczął się też ból w plecach. Początkowo towarzyszył mi on na 160 kg, później czułem go już na 60 kg, a na końcu tuż po wstaniu z łóżka. Zrobiło się trochę problematycznie – dlatego zacząłem szukać pomocy. W krakowskim środowisku trójbojowym rozeznałem się gdzie mogę ją znaleźć. Umówiłem się na wizytę i pojechałem do pierwszej „kluczowej” osoby w mojej przygodzie  z trójbojem. Pierwsza wizyta u Marka Pośpiecha zapadała mi w pamięć, aż do dziś!

Cała kozetka zalana potem, siniaki na nogach przez 5 kolejnych dni, ale za to niesamowita ulga i powrót do sprawności. Marek dał mi kilka bardzo wartościowych ćwiczeń, ale wówczas nie rozumiałem i nie potrafiłem ich zastosować.

Wracając nieco do przeszłości…  wraz z rozpoczęciem startów w trójboju w 2012/2013 roku zacząłem się interesować zawodnikami z Polski jak i ze świata. Wiedziałem kim jest Sebastian Kot, jeszcze przed przyjazdem do Marka. On sam mi go zarekomendował i już na początku 2016 roku dostałem pierwszy plan od Sebastiana. Następnie ukończyłem kurs trenera pod jego okiem. Sebastian został moim pierwszym trenerem i to pod jego okiem przygotowywałem się do kolejnych zawodów.

Mimo początkowych problemów, start w 2016 roku był jeszcze bardziej udany niż w 2015 r. 20 kg więcej od poprzedniego rekordu w przysiadzie i 22,5 kg w martwym ciągu, dało mi pierwszy medal, który wywalczyłem w ostatnim podejściu z otwierająca się dłonią. Póki co, był to start mojego życia – czułem, że dałem z siebie totalnie wszystko, albo nieco ponad to czego się spodziewałem.

 

2017 był ostatnim startem w AMP’ch

Jako najstarszy, miałem przewagę siłową nad pozostałymi oraz ogrom doświadczenia na podeście z ubiegłych lat. Do tych zawodów również przygotowywał mnie Sebastian. Przygotowania były bardzo ciężkie, a końcówka na prawdę okrutna. W tym roku moje zaniedbania z przeszłości, zaczęły radykalnie się ujawniać i wprowadzały „troszkę” spustoszenia w mój aparat ruchu. Pod koniec przygotowań nie było treningu przysiadów, który odbył by się bez bólu biodra. Pewnie było kilka innych problemów, ale dziś już ich nie pamiętam. Jednakże realizacja ambicji sportowych często nie idzie w parze z poprawą jakości i kondycji aparatu ruchu… nawet pomoc i plany Sebastiana nie pomagały.

Zagryzłem zęby i przywiozłem dwa medale, w tym jedno złoto.

 

Mimo trudności nie zrezygnowałem ze sportu

Miałem kolejne plany, które musiałem zweryfikować. Jednakże po starcie w 2017 roku zacząłem gruntowną naprawę. Zmieniłem swoje podejście i zacząłem naprawę swojego ciała i treningu.

Kurs ukończony pod okiem Sebastiana nie był jedyny.  Marek również przekazał mi część swojej wiedzy na kursie fizjotrenera (kurs już dziś nie prowadzony, a ogromnie wartościowy). Dzięki zdobytej wiedzy mogłem na sobie testować różne rozwiązania. Jednak o tym poniżej, gdyż w tym momencie zaczyna się etap startów na profesjonalnych zawodach.

 

Starty w zawodowych federacjach

Pierwszym startem na wysokiej rangi zawodach miały być uniwersyteckie Mistrzostwa Świata. Jednakże zmiana regulaminu i wprowadzone ograniczenie wiekowe wykluczyło mnie z tych zawodów. Dlatego znalazłem sobie inne zawody, również rangi mistrzowskiej – Mistrzostwa Europy federacji WUAP. Do tych zawodów przygotowywał mnie już Marek (Pośpiech). Zwróciłem się do niego o pomoc w „naprawie barków”, gdyż nie wszystko udało się samemu wyprowadzić po starcie w 2017 roku.

Ogromnie się zdziwiłem, bo Marek rozpisał mi chyba idealny plan. Nie dość ze bóle ustąpiły, to jeszcze wyniki siłowe znacząco poprawiły się w każdym boju.

 

Drugie miejsce w Mistrzostwach Europy WUAP (2018)

Na podeście poprawiłem swój rekord w przysiadzie o kolejne 7,5 kg z pokaźnym zapasem, na wyciskaniu leżąc 182,5 kg było w górze ale za wiosłowanie dostałem trzy czerwone. Podobnie jak w przysiadzie – martwy ciąg poprawiłem o 7,5 kg. Razem, dało to wyczekiwany wynik w totalu -705 kg. Niespodziewanie uzyskałem 2 miejsce. Walka o złoto toczyła się do ostatniego podejścia i przegrałem o 2,5 kg. Gdyby nie spalona ławka wówczas, mój przeciwnik nie zdołał by mnie przebić na ostatnim podejściu o jeszcze 5 kg. Niemniej jednak po zawodach czułem jakbym leciał pół metra nad ziemią. Ogromne szczęście i lekkie niedowierzanie, bo realnie liczyłem na 4 miejsce.

 

Pierwsza poważna kontuzja

Po zawodach nadal otrzymywałem plany od Marka. Forma rosła, a kondycja aparatu ruchu nadal się poprawiała. Z miesiąca na miesiąc czułem się lepiej i postanowiłem wystartować 2 raz w tym samym roku, co później okazało się niemożliwe, ze względu na moje problemy.

Forma była tak dobra że na 3 tygodnie przed startem zrobiłem swoimi maksami serie po kilka (2-3) powtórzeń. Wystrzał formy niesamowity, ale mój prawy mięsień piersiowy nie wytrzymał i naderwał się. To pierwsza taka poważna kontuzja w mojej przygodzie z treningiem siłowym. Na szczęście ścięgno nie przerwało swojej ciągłości, a uszkodzeniu uległ jedynie brzusiec, który szybko się zrósł. Po upływie 6 miesięcy był raczej taki sam jak przed urazem.

Ta sytuacja zmusiła mnie do zrezygnowania ze startu, a także lżejszych treningów przez następne ok. 2 miesiące. Lecz po tym okresie, start na podeście był już zaplanowany i opłacony.

 

Start w zawodach XPC (2019)

Zdecydowałem się na start w taśmach. Był on ukierunkowany na to, by nauczyć się obchodzić z nimi i wrócić do ciężkich treningów wyciskania leżąc. O ile w przysiadzie, czy wyciskaniu nie nastawiałem się na jakieś wyższe wyniki czy postępy, to jednak w martwym ciągu liczyłem na poprawę rekordu. Jak później okazało się na zawodach – niestety nie poprawiłem rekordu… ale chyba nie ze względu na słabe przygotowania czy brak siły – lecz ze względu na dyspozycje dnia.

 

Podsumowanie wszystkich startów

Na stan 07.2019 r. mam za sobą 7 startów, 5 medali i ogrom doświadczeń, dzięki rozwiązywaniu problemów na mojej drodze, które opisałem w artykule:  Wszystkie błędy jakie popełniłem w treningu na których możesz się wiele nauczyć!

 

 

Jeśli mógłbym Ci jakoś pomóc w Twoim treningu – napisz lub zarezerwuj spotkanie ze mną. 

 

1 komentarz do wpisu “Ja Trójboista – czyli historia wszystkich moich startów w zawodach Trójboju Siłowego”

Możliwość komentowania jest wyłączona.